W piątek między zajęciami spacer po centrum Alicante. Sklepy, port i plaża tuż obok. Zwróciło moją uwagę to, że hiszpanie tutaj nie są głośni. W tramwajach i na samych już przystankach cisza i spokój. W centrum handlowym muzyka ta sama dla wszystkich, słyszalna tylko na holu głównym. Brak pośpiechu na ulicach, czy w obsłudze klienta w jakimkolwiek sklepie.
Podobnie było z porannymi zajęciami. Sekwencja skłonów i skrętów była w ciszy i skupieniu, co dało oddech na resztę dnia.
Wyjście z tramwaju, których przystanki w centrum funkcjonują jak metro, a poza jak u nas. Są też linie, które jeżdżą z obrzeży miasta do centrum nie zatrzymując się po drodze. Można w ten sposób dość szybko zwiedzić sporą część miasta wzdłuż wybrzeża. Polecam ;)
Port w centrum. Niedaleko Królewski Klub Regatowy z 1889 r.
Bardzo liczne i bardzo ładne deptaki. Na lewo od widocznego, tuż za ulicą, znajdował się kolejny. Szerszy i zacieniony dużą ilością niskich palm.
PONIŻEJ TROCHĘ JOGI ;)
Pies z głową w dół
(świetny po długim chodzeniu dla rozciagniecia tyłów nóg oraz wyciągnięcia kręgosłupa)
Stanie na głowie
(dokrwienie i masowanie narządów wewnętrznych, odciążenie kręgosłupa, spłynięcie krwi z nóg...)
Krzywosana ;)
Ławkosana ;)
Leżankosana ;)
Przystawka na ciepło - jajka, gotowana szynka, pomidory, marchewka, papryka i uwaga frytki!
Jak by to powiedział Joey Tribbiani: jajka dobre, szynka dobra, pomidory dobre.... wszystko dobre! Dlaczego tego nie lubić?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz